"Chwila na grilla"

Jarosław Żukowicz

Pewien dawny, polski encyklopedysta opisując konia, z racji oczywistej jego powszechności, ograniczył się do stwierdzenia, że koń jaki jest każdy widzi. Z całym szacunkiem dla tego zasłużonego w naszej rycerskiej, sarmackiej i ułańskiej tradycji zwierzęcia, ale pozwolę sobie na parafrazę owego opisu i powiem, że grill jest taki - jak każdy wie. Czy znajdzie się choć jeden rodak, który przynajmniej raz nie rozpalił grilla, nie podpiekł na nim kiełbaski lub w tym czy innym charakterze nie znalazł się w grillowych okolicznościach? Na pewno nie! Grill bowiem w naszym pięknym kraju to już nie tylko sposób przyrządzania potraw - to zjawisko towarzyskie, obyczajowe, a nawet kulturowe. I nie potrzeba popierać tej opinii badaniami profesorów od socjologii -wystarczy rozejrzeć się dookoła. 


Przypomnijcie sobie, gdy jesienią, lekko znudzeni węglowo - mięsnym aromatem,  spakowaliśmy ruszty i zapomnieliśmy o grillu. Minął listopad, byliśmy zajęci świętami, dzielnie walczyliśmy ze skutkami karnawałowych szaleństw, by po postnym oddechu znów zabrać się za świętowanie i tak, ani się obejrzeliśmy jak nastała wiosna, a wraz z nią wkrada się do głowy całkiem nowy, taki fajny, no przecież rewelacyjny wręcz pomysł:  zróbmy sobie grilla. I tak - jak Polska długa i szeroka - nad wsią, miastem i miasteczkiem - błękitnym dywanem ciągnie się grillowy dymek, nasycając świat aromatem mięs pieczonych. Sezon grillowania nieoficjalnie, bez orkiestr i przecinania wstęgi, bez mów okolicznościowych i dęcia w trąby - jak co roku, otworzył się samoistnie. A skoro grill to mięsa, boczki, karkówki, udka i inne takie z gatunku tych, co jeszcze dni temu parę obiecywaliśmy sobie do ust nie brać. Ale wtedy gniotło nas sumienie, któremu czkawką odbijały się grzechy nasze świąteczne, oczywiście kulinarne, bo jakież inne by mogły. 

Najpierw lekka, choć zdecydowanie nie mdła,  z nieco egzotyczną nutą - taka w sam raz do cielęcych kotlecików. Bierzemy pół szklanki oleju, wcieramy do niego skórkę z jednej pomarańczy - z niej także wyciskamy sok. Teraz dwie łyżki jogurtu. Miksujemy. Siekamy ostre papryczki w ilości zależnej od odporności własnego podniebienia (całkowitą rezygnację z tego składnika odradzam), jeszcze tylko szczypta pieprzu i gotowe. Wieprzowina wymaga mocniejszego potraktowania. Pół szklanki piwa (może być i pils, i porter) wlewamy do takiej samej ilości oleju, dodajemy po łyżce octu winnego i musztardy. I zielenina: posiekane dwie całe dymki ze szczypiorem oraz łyżka natki. Mieszamy i mamy.


Przy drobiu znów sięgniemy po cytrusa  - tym razem chwycimy cytrynę. Dalej tak jak z cielęciną - starta skórka i sok do połówki szklanki oleju, do tego natka, koperek i pieprz w ilościach jednej łyżki każde. Na zakończenie łyżeczka miodu i dwa zmiażdżone ząbki czosnku. Wszystkie te smaki można znakomicie podkręcić używając własnego wyrobu - aromatyzowanego oleju. Uzyskamy go zatapiając w tradycyjnym słonecznikowcu czy rzepakowcu świeże zioła. Taki olej wciągnie zapach w dwa dni. Jeśli użyjemy ziół suszonych, niestety na efekt poczekamy ze dwa tygodnie. 


Generalnie zioła zobowiązane są do licznej i stałej obecności na grillu. Tak dla ich smaczności jak i dla zdrowotności zawartej we wspomagających trawienie właściwościach. Komponujmy zatem własne mieszanki z ziół świeżych czy suszonych, a gdy nam się nie chce i stawiamy na sklepowe gotowce - baczmy by nie składały się one z wszelkiej maści utrwalaczy i polepszaczy żywcem wyrwanych z chemicznych pracowni. 

Modny stał się ostatnio, nie tylko w górskich miejscowościach, podpiekany na grillu oscypek. Pomnikowa jego wersja to podanie gorącego serka z rusztu wraz ze słodko-kwaśną konfiturą z żurawiny. Smacznie, łatwo i przyjemnie. Spieszę tu z radą, by żurawinę zastąpić pastą z awokado. Stworzymy ją szybko ucierając miąższ jednego owocu z łyżeczką oliwy, łyżeczką soku cytrynowego, ząbkiem czosnku i solą do smaku. Słony i dymny smak sera świetnie się uwypukli na łagodnym tle awokado, a powiew czosnku i lekki kwasek wzbogacą kapitalne spektrum smakowe. Jeszcze prostsza wersja góralskiego specjału to oscypek podany na grillowanym kwaśnym jabłku. Oscypek owinięty plastrem słoninki albo boczku  to  ukłon w stronę mięsiarzy (kalorie dyskretnie przemilczymy).

 

Dla odważnych eksperymentatorów smakowych ciekawostką będą szaszłyczki z oscypka i ananasa. Lepiej z surowego, ale ostatecznie ten puszkowy też może być - oby tylko zalewa nie była przecukrzonym ulepkiem. Kontrowersyjne zderzenie słodkiego ze słonym pogłębimy posypując szaszłyczki ostrą papryką albo je nią przegryzając. Efekt mocny, ale wart wypróbowania.


Nadeszła nam chwila na grilla. Konsumujmy ją z umiarem by trwała długo dając nam szansę na liczne grillowe eksperymenty.

Wszystkiego dobrego grillowanego. 
 

 

 

Sprawdź także:

 

Świat od Kuchni: "Uwaga na szparaga" (przepis)

Niedzielne obiady rodzinne w miłej atmosferze (nowość)

Spotkania piknikowe (oferta)

Grilla bać się nie trzeba. Jest on bowiem przyjazny i tolerancyjny. Oczywiście lubi mięsożerców, ale uśmiecha się też do jaroszów i owocowych łasuchów. Jest miły dla braci rybnej, koleguje się ze zwolennikami serów. Jeśli umiemy korzystać z jego usług w sposób szeroko urozmaicony, zachowując przy tym zdroworozsądkowy umiar, będzie wdzięcznym kumplem na czas wiosennych, letnich, a nawet jesiennych chwil towarzyskich. Przepisów na grilla pewnie zliczyć się nie da i nie będziemy nawet próbować. Pozwolę sobie zatem na kilka rad i inspiracji, zachęcając jak zwykle - do samodzielnych prób.


Na początek, dla lepszego samopoczucia dbających o ilość przyswajanych kalorii - przypomnę, że mięso z grilla traci około 20 procent tłuszczu. A jeśli mimo tego nadal boimy się tłuszczyku, to nie zapominajmy, że nawet posiłkowi opartemu na kaszance czy parówce można przydać lekkości dając im do towarzystwa warzywa czy owoce. Oczywiście z grilla.


I jeszcze jedna uwaga. Grill to nie cudotwórca i nie śmietnik. Kupując mięso czy wędliny zadbajmy by były w dobrej kondycji i gatunku. Żaden grill nie przemieni kiepskiego żarła w smakowite jedzenie. Ono będzie nadal kiepskie, tyle że podpieczone. Ale przecież nie o to chodzi.

Ja raczej unikam mięs już przyprawionych. Pod warstwą ziół i barwą zalewy mogą się ukryć z łatwością wszelkie nieświeżości. Nie ma co iść na łatwiznę skoro prostą i szybką marynatę można sprokurować sobie samemu. No to trzy pomysły na rzeczoną przyprawę.

Nie zapominajmy, że cebula, czosnek czy papryka to wprawdzie nie zioła, ale również rośliny przyprawowe. Ze zwykłej kiełbasy czy parówki możemy zrobić danie znacznie mniej kaloryczne i strawniejsze - nadając jej formę szaszłyka poprzez przetykanie na szpadach kawałków cebuli, papryki i owej właśnie kiełbasy. Prosta pasta uczyniona z czosnku, który najpierw zgrillujemy w łupinach, a następnie obierzemy i rozetrzemy z odrobiną oliwy, rozmarynem, estragonem lub cząbrem - wciśnięta w głębokie nacięcia kiełbasek też będzie pożyteczna dla smaku i zdrowia. 


Gdy niepowtarzalną polską kaszankę skojarzymy na grillu z polskim jabłkiem, uprzednio muśniętym polskim miodem i roztartym polskim czosnkiem - wyczarujemy z prostoty i swojskości składników bogactwo smaków godne najprzedniejszych stołów.  Mięsom z grilla, już dziś to zdradzę, że robionym inaczej niż się to u nas czyni, poświęcę któryś z następnych felietonów. Teraz zrobimy sobie mały odskok serowy.