"Uwaga na szparaga"

Jarosław Żukowicz

Uwaga, uwaga!!! Wszyscy roztargnieni, zagapieni, jeszcze uśpieni po zimowym, wysokokalorycznym jedzeniu i Ci już tęskniący za grillowymi zadymami. Bądźcie czujni. Oto bowiem nadciąga niepostrzeżenie sezon na szparagi. A w zasadzie to „sezonik” ledwie. Wszak szparagi pozostają warzywem absolutnie związanym z naturalnym rytmem klimatu i pod tym względem stanowią „wyjątek wyjątkowy”. Bo o ile rzodkiewkę możemy sobie zjeść nawet w środku zimy, to szparagi ledwie od końcówki kwietnia do końca czerwca. Śpieszmy się zatem, śpieszmy. Czas pędzi nieuchronnie i tak samo nieuchronnie zbliża się koniec sezonu na szparagi, choć dopiero się rozpoczął.


A na szparaga zasadzić się warto. Dopaść, pojmać, związać, łaźnię w ukropie sprawić i do cna wykorzystać, czyli znaleźć dorodne okazy, kupić, ugotować i zjeść z apetytem. Do takiego traktowania szparag pretekstów dostarcza nam aż nadto. Bo i smaczny, i wdzięczny w przyrządzaniu, takoż niskokaloryczny oraz wspomagający zdrowie. Idealnie czyści organizm z toksyn, dba o serce, pomaga zrzucić wagę. Ma witaminy K, C, A i E oraz mnóstwo kwasu foliowego i minimalną ilość kalorii. Duża ilość potasu i mała sodu daje mu możliwość usuwania z organizmu konsumenta nadmiaru wody. I są to powody dodatkowe, oprócz smakowego, za które szparaga lubimy jeszcze bardziej.

Choć Niemcy uważani są za czołowych „szparagożerców”, to w przepisach prześcigają ich Francuzi. Oddajmy jednak głos i jednym, i drugim. Najpierw zrobimy szparag na sposób niemiecki, co oznacza, że bez mięsa się nie obejdzie. Podstawa to szparag ugotowany. Takiego owijamy plastrem boczku, bekonu albo dojrzewającej szynki i zapiekamy do momentu, aż wędlina zaskwierczy. Jako dodatek słodka musztarda. Francja stojąca znakomitymi serami uważa, że doskonale spełniają one rolę posypki na szparaga. I to też racja. Ja przepadam za wersją z zapiekanym serem pleśniowym.

 

Ale co nam tam Francuzi. Wszak mamy i my swojską, bo kartoflaną wersję zupy szparagowej. Więc bierzemy dwa dorodne ziemniaki, jedną cebulę, pół kilograma szparagów, trzy szklanki bulionu z kurczaka, 3 łyżki oliwy, pół szklanki jogurtu, cytrynę na sok, garść siekanego koperku, sól i pieprz. Ziemniaki tniemy w kostkę, siekamy cebulę, obieramy i kroimy szparagi. W garnku rozgrzewamy oliwę i wrzucamy na nią ziemniaki i cebulę, które przez minut kilka podsmażamy. Teraz dorzucamy szparagi i na małym ogniu, pod przykryciem, dusimy wszystko 10 minut. Wlewamy gorący bulion, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 25 minut. Doprawiamy solą, pieprzem i cytryną. Miksujemy. Mieszamy z jogurtem, sypiemy koperek.

 

I JEMY.   

Teraz uwag kilka dla adeptów sztuki przyrządzania szparagów. Najpierw obieranie. Układamy szparag na dłoni lub deseczce, co by się nie połamał i przytrzymując go za czubek - wbijamy ostry nożyk poniżej. Delikatnie tniemy w dół, starając się utrzymać jednakową grubość na całej długości. Możemy tez użyć obieraczki do warzyw. W każdym przypadku podstawowe założenie jest takie, że chytrość nie popłaca. Jeśli teraz nie odetniemy tego co trzeba, to przy jedzeniu będziemy się męczyć łykając łykowate włókna. Samo gotowanie musimy zacząć od pytania w czym gotować.

 

Odpowiedź, że w wodzie jest poprawna, ale nie wystarczająca. Szparag lubi bowiem, odwołując się do wojskowych skojarzeń, postawę na baczność. A zwyczajnie mówiąc - chodzi o to, by nie gotować delikatnych czubków, bo nam się „rozpaćkają”. Są więc specjalne gary dedykowane szparagom. Jeśli nie mamy ciągu na taką inwestycję, możemy pęczek szparagów przewiązać luźno w połowie długości, uformować z niego coś na wzór iksowatego snopka i wstawić do zwykłego garnka. Gotujemy pod przykryciem. Mały ogień, do wody sól i cukier do smaku, takoż kawałek masła. Czas: około 10 - 12 minut. Efekt kontrolujemy wbijając widelec jakieś trzy centymetry od główki – jeśli wchodzi z lekkim oporem znaczy, że jest akuratnie i można jeść. Spece spierają się na temat poziomu wody w garnku. Są szkoły denne (tyle co na dnie), połowiczne (do połowy wysokości szparaga) i szczytowe (aż pod czubek), ale efekt końcowy pozostaje w zasadzie taki sam.

 

Zasobni w taką wiedzę bierzemy się do gotowania. Najprostsza potrawa ze szparagów to szparagi w naszym wydaniu narodowym, czyli po polsku. Na marginesie zaznaczyć warto, że Francuzi, a po nich reszta świata kulinarnego, tak właśnie nazwali warzywa podawane z zasmażaną na maśle bułką tartą i to jest nasz wielki wkład w kulinarną kulturę ludzkości. W zasadzie nie ma co się nad przepisem dalej rozwodzić. Szparagi gotujmy jak wyżej powiedziano, na patelni rumienimy tartą bułkę na maśle, posypujemy… i już. Prosto, bez udziwnień, a jakże smakowicie.

Bywają takie momenty, że człowiek je oczami. A wtedy zakupy robimy trochę na wyrost. Kiedy więc staniemy się szczęśliwymi posiadaczami zdecydowanie nadmiernej ilości szparagów, mamy szansę, by nie zmarnować posiadanego dobra. Zamrażarka. Podobno można je mrozić na surowo, ale ja polecam wcześniejsze blanszowanie, czyli wodną kąpiel we wrzątku przez  2 – 3 minuty. Wodę można nieco posolić. Szparagi oczywiście wcześniej obieramy. Potem studzenie, jeszcze trochę czasu by obeschły (to ważne!), do plastikowych torebek i siup do zamrażarki. Fachowcy twierdzą, że możemy je tam przetrzymać nawet kilka miesięcy. Po wyjęciu z zamrażalnika postępujemy jak z każdą jarzyną tam przechowywaną, czyli nie rozmrażamy tylko od razu gotujemy lub zapiekamy i przyrządzamy,  bo już jesteśmy koneserami tego warzywa. 

 

 

 

Sprawdź także:

 

Świat od Kuchni: "Gulasz International" (przepis)

Niedzielne obiady rodzinne w miłej atmosferze (nowość)

Spotkania piknikowe (oferta)